Antonio Lobo Antunes - "Chwała Portugalii"
Zaczyna się hymnem Portugalii, nie znałam, bardzo wzniosłym, sławiącym "ludzi dzielnych i wspaniałych", potem jest wstęp tłumacza, Wojciecha Charchalisa pokazujący kontekst zdarzeń, historyczny, ideologiczny i geograficzny. Na pewno uczynił on moją lekturę "pełniejszą i bardziej satysfakcjonującą", o czym zapewniał tłumacz.
Jestem zachwycona tą trzecią przeczytaną przeze mnie powieścią Antunesa. Czytając ją w upalne dni, czułam żar afrykańskiego słońca Angolii. Plantatorzy rodem z Portugalii odczuwali go z pewnością słabiej w swoich domach obsługiwani przez czarnoskórą służbę. Inni Angolczycy pracowali dla nich w palącym słońcu na plantacjach bawełny czy słonecznika.
W powieści Antunesa pokazana jest rodzina plantatorów od wielu lat osiadła w kolonii. Poznajemy ją poprzez monologi kilku jej członków. Ich relacje rozciągają się na lata. Są to też burzliwe lata buntów i konfliktów wojennych pokazujących okrucieństwo po obu stronach. Nie brak tu drastycznych opisów wzmocnionych, jak to u Antunesa, licznymi powtórzeniami.
Sama zaś powieściowa rodzina dostarcza wielu wrażeń; autor pokazał całe bogactwo ich przeżyć i poglądów, małżeńskich zdrad, tylko pozornej rodzinnej bliskości prezentowanej zwłaszcza na balach i przyjęciach u gubernatora czy u innych plantatorów. Autor pisze o nich: "mężowie, którzy w Europie byliby sklepikarzami albo służącymi, a w Afryce konie, służący, angielskie meble, niemieckie samochody, kolacje z gubernatorem, wakacje w Durbanie..."
Isilda, Carlos, Clarisse, Rui opowiadają o życiu w ich fazendzie, domu z ogrodem z pawiami, azaliami, drzewem chińskim, z szumem słoneczników, o służbie i pracownikach z wiosek zwanych sanzalami.
Troje rodzeństwa wraca do Portugalii i mamy okazję zobaczyć, jak wygląda ich adaptacja w nowych warunkach.
Ich matka, Isilda, zostaje w Angolii i to jej oczyma widzimy koniec kolonialnego świata, tego, w którym wzrastała.
Monologi u Antunesa to typowy strumień świadomości, w którym nakładają się na siebie zdarzenia z przeszłości i teraźniejszości, są tu niesamowite obrazy, przeżycia, dużo emocji, wszystko wiruje, powtarzają się zdania, wracamy po kilka razy do znanych wcześniej zdarzeń. Pozwala to na nowo poczuć klimat tych opowieści, bycia z bohaterami, doświadczenia realności pokazanych obrazów.
Powieść jest wspaniała, kończy ja zdanie: "Finis laus deo". Chwała Bogu, chwała Portugalii, a książka to, jak pisze tłumacz we wstępie, "łyżka dziegciu portugalskiego rasizmu w beczce miodu luzofonii i nostalgicznej portugalskiej chwały wielkich odkrywców niosących światu światło cywilizacji".
Czytając 460 stron tej "łyżki dziegciu" nie ustawałam w zachwycie. Dziś wciąż upalnie, dalej "widzę" mangowce, sanzalę, Marię da Boa Morte, Isildę zmywającą makijaż i zadającą sobie pytanie: "czy to ja się postarzałam, czy lustro w pokoju".
Sprawdziłam, że po polsku wydano pięć powieści Antonio Lobo Antunesa, a napisał ich 32. Mam nadzieję, że zostaną przetłumaczone i wydane kolejne, znam trzy, przede mną jeszcze tylko dwie, na razie...
Komentarze
Prześlij komentarz