Izabela Janiszewska - "Zamknięte w lodzie"
Powieściowy prolog zapowiada tajemnicę, która wyjaśni się dopiero pod koniec książki. Potem mamy zdarzenia, które rozgrywają się kilkadziesiąt lat później. Znów, jak w prologu, jest zima. Wiadomo, śnieg może zatrzeć ślady, ale i je uwypuklić. Tajemnicze, trochę nieoczywiste, samobójstwa bada aspirantka Anita Bauer, która, ku swej uciesze, przeszła z prewencji do zespołu techniki kryminalistycznej. Niby na początku ma tylko asystować, ale szybko zaczyna sama podejmować decyzje, włączać się w działania swoich kolegów, wręcz ukrywać. Komisarz Borys Łada, z którym wcześniej łączyła ją bliska więź, przestrzega ją przed samowolnym działaniem, ale dzielna aspirantka nie bierze sobie tego do serca. Zaczyna prawie samodzielnie prowadzić śledztwo, włączając w nie psychologa Macieja Wajdę. Przyznaję, że pomysł na kryminał jest. Co prawda dość mocno to wszystko zagmatwane, ale w sumie dąży ku rozwiązaniu. Można też dowiedzieć się nieco o tzw. fudze dysocjacyjnej. W czym widzę problem? Otóż, ...