Jozef Karika - "Pętla"
Wcześniej przeczytałam trzy książki Jozefa Kariki, w tym najpopularniejszą "Szczelinę", która najbardziej mi się podobała. "Strach" i "Ciemność" też nie były złe.
Zabieram się zatem za "Pętlę", która "ma się mocno na mnie zacisnąć", jak głosi zdanie z okładki.
Znalazłam ją pod choinką, więc w świąteczny czas, gdy rodzina w komplecie, nie obawiam się niczego.
Zaczyna się nieźle, a i potem czytam z zainteresowaniem, co też może się tu wydarzyć. Trójka bohaterów naprzemiennie relacjonuje zdarzenia, główne miejsce akcji to samolot, czas to okres, gdy zaczyna się pandemia.
Jest więc klimat, wcześniej bohaterowie są w Edynburgu, tam też mroczne ulice i budowle, do tego jeszcze zamek Dunroblin.
Powinno być groźnie, wszak Karika to mistrz grozy. Nie bardzo tym razem działa to na mnie, przyznam, że przy poprzednich powieściach czułam większe napięcie i niepokój. Tutaj jest nawet sporo drastycznych scen, Anna, Doug i Eryk przeżywają koszmary, ich strach i przerażenie jakoś jednak mało na mnie oddziałują.
Nie bardzo wiadomo, gdzie jawa, a gdzie sen, co jest rzeczywiste, co podpowiada wyobraźnia. Wszystko to zaś za sprawą niewinnej z pozoru zabawki, kalejdoskopu.
"Wieczny krąg", "wizja pętli", kiedy zaczął się horror? "Może śnię również teraz, a może nie śniłam wcale" - zastanawia się Anna.
Tak między snem i jawą przebiega tu akcja; czyta się tę powieść dobrze, ale miałam większe oczekiwania. W sumie to nie jestem entuzjastką horrorów, książki słowackiego autora spodobały mi się, bo tworzą klimat tajemnicy, strachu, budują nastrój i raczej mało w nich koszmarnych scen, bazują na przeżyciach bohaterów.
Myślę, że będę sięgać po książki Jozefa Kariki co jakiś czas.
Komentarze
Prześlij komentarz