W.G.Sebald - "Wyjechali"



Trzecia książka Sebalda, którą właśnie skończyłam, utwierdziła mnie w przekonaniu, że znakiem rozpoznawczym jego prozy jest smutek i melancholia. Te uczucia towarzyszyły mi przy "Austerlitzu" i przy "Czuję. Zawrót głowy". Mam wrażenie, że przy "Wyjechali" pogłębiły się.
Długie, bogate w szczegóły i konkrety zdania wprawiły mnie niemalże w hipnotyczne odczucia, sprawiły, że powróciły do mnie treści z innych książek o Zagładzie.

Sebald pisze o czterech bohaterach "dotkniętych przez Holokaust". Oni ocaleli, z ich rodzinami było różnie. Właściwie pisarz nie koncentruje się na wojnie, raczej na losach swych bohaterów, których życie mogłoby być inne, gdyby nie ona i zbrodniczy, szaleńczy plan unicestwienia Żydów.
Narrator poznaje historie malarza, starego Rosjanina, nauczyciela, opowiada o swoim ciotecznym dziadku. Przejmująco brzmią te opowieści, jest w nich bardzo wiele tęsknoty, pięknych, ale i bolesnych wspomnień.
Żyją, pracują, ale ich myśli coraz częściej, wraz z wiekiem, przywołują dawne obrazy, które "znów dają o sobie znać i wracają".

Trudno mi wyróżnić którąś z czterech historii, chociaż najbardziej chyba wzruszyła mnie opowieść o Maxie Ferberze, a dokładnie zapiski jego matki Luisy, z domu Lanzberg. Przepiękne opisy jej dzieciństwa w Steinach, w Niemczech naprawdę zapierają dech w piersiach.

Zacytuję może fragment zdania z okładki określające książkę Sebalda jako "przejmujące, wielowymiarowe requiem dla życia, które uleciało bez śladu". Pisarz zbiera te ślady, powołany przez niego narrator stara się poznać jak najwięcej szczegółów z życia swych bohaterów, wędruje ich śladami, odwiedza miejsca, do których oni nie mogli lub nie chcieli wrócić, zamieszcza fotografie.

Zachwyciła mnie proza Sebalda, jest w niej wiele tajemnicy, głównie za sprawą narratora, który ma pewnie jakieś zawiązki z samych autorem. Spróbuję przyjrzeć się temu bliżej dzięki obszernej biografii napisanej przez Carole Angier pt. "Ciszo, przemów. Szukając W.G. Sebalda".

Komentarze