Laszlo Krasznahorkai - "A świat trwa"
Skończyłam czytać opowiadania Laszlo Krasznahorkaia i poczułam się trochę dumna, że dałam radę "przedrzeć się przez gąszcz" tej bardzo trudnej i wymagającej prozy.
Do długich zdań przywykłam od W. Odojewskiego i jego "Zasypie wszystko, zawieje" czy "Oksany". Czytany niedawno W.G. Sebald też lubi rozciągać zdanie na kilka stron. Węgierski noblista chyba jednak dzierży tu palmę pierwszeństwa. Niektóre jego opowiadania składają się z jednego zdania, najlepiej więc przeczytać je bez przerw, i tak starałam się robić.
Forma to jedno, ale treść niesie ze sobą tyle smutku, melancholii i przygnębienia, że dobrze było zrobić sobie przerwę między poszczególnymi tekstami, by odetchnąć nieco od apokaliptycznej wizji naszego świata.
"On"-narrator/autor/bohater w trzech częściach: "Mówi", "Opowiada", "Żegna się". Dwadzieścia jeden opowiadań pokazuje świat, w którym człowiek czuje się coraz bardziej samotny i zagubiony. Podróżuje do Szanghaju, by tam znaleźć się w środku NIne Dragon Crossing (Skrzyżowanie Dziewięciu Smoków),wielopoziomowego i bardzo skomplikowanego węzła drogowego; przytłacza go to, podobnie jak pobyt w Indiach, w Waranasi nad świętą rzeką Ganges.
Opowiadanie "Bankowcy" pokazuje z kolei świat wielkich pieniędzy, interesów (niekoniecznie czystych),ale i ukraińskiej Strefy skażonej wybuchem radioaktywnym.
Tłumaczka, Elżbieta Sobolewska, w posłowiu pisze o medytacyjnym i hipnotycznym charakterze tej prozy. Zgadzam się z jej zdaniem, rzeczywiście, gdy już wniknęłam całkowicie w ten transowy rytm, miałam wrażenie oderwania się od rzeczywistości. Noblista pokazuje świat, w którym nie bardzo znajdujemy sens. Atakowani zewsząd informacjami, gadżetami, krótkimi komunikatami, zgiełkiem i hałasem myślimy za Krasznahorkaiem "jaki piękny byłby świat". Pisarz proponuje "Cykl wykładów z teorii krajobrazu", zaznacza wszak, że moglibyśmy nimi "położyć kres żegnającemu się z nami światu".
W ostatniej części, "Żegna się", autor pisze "niczego stąd nie chcę", i wyjaśnia: "bo wejrzałem w to, co nadejdzie".
Trudno zatem znaleźć w tych opowiadaniach promyk nadziei, pocieszenia, optymizmu. Raczej przyjdzie się zmierzyć z bardzo pesymistyczną wizją świata. W sumie to nie ma tu odpowiedzi, dlaczego tak jest, nie padają też pytania. Jest człowiek, który nie bardzo widzi sens swego istnienia, brak mu duchowości, "chodzi w terenie, którego nikt nie pobłogosławił".
Wymowne są puste strony "tekstu" "Łabędź ze Stambułu" poświęconego pamięci Konstandinosa Kawafisa, mamy tylko dołączone 79 przypisów.
A jednak "świat trwa", czy ma to być pocieszenie?
Mnie ten tytuł przypomina słowa z "Nocy i dni" Marii Dąbrowskiej: "Rodzimy się, umieramy, a życia wciąż wystarcza. Z nami czy bez nas, noce i dnie jednakowo się toczą, jakby nas wcale nie było na tym świecie". I jeszcze "Koniugacje" Poświatowskiej: "ja minę/ty miniesz/on minie/mijamy/mijajmy(...) już nas nie ma".
Chciałabym przeczytać za jakiś czas którąś z powieści węgierskiego pisarza, choć pewnie nie ma co liczyć, że będą one mniej przygnębiające i tak dojmująco smutne.
Laszlo Krasznahorkai w rozmowie po przyznaniu mu Nagrody Nobla stwierdził, że "zasmuca go stan współczesnego świata, a głównym źródłem inspiracji jest dla niego gorycz".
Trzeba przyznać, że z tej goryczy rodzą się piękne teksty, takie jak w zbiorze "A świat trwa".
Komentarze
Prześlij komentarz