Beata Izdebska-Zybała - "Iwaszkiewicz. Przyjaciele i wrogowie"



Chętnie sięgam po kolejne książki o Jarosławie Iwaszkiewiczu, wciąż dowiaduję się czegoś nowego o twórcy wspaniałych opowiadań. Tym razem to ujęta w esejach historia jego związków z ludźmi, "przyjaciółmi i wrogami", jak zostało zaznaczone w tytule.Są wśród nich znane nazwiska, m.in. Zbigniew Herbert, Włodzimierz Odojewski, Julian Stryjkowski, Andrzej Wajda, Irena Krzywicka, ale i te dla mnie nieznane, takie jak Teresa Jeleńska, Wanda Telakowska, czy Argentynka Carmen Adele Quintana Unzue, zwana przez Iwaszkiewicza Perlą.

Często było to relacje rozwijające się głównie w sferze korespondencyjnej, a tę pisarz prowadził przez całe życie niezwykle intensywnie i na szczęście się zachowała.
Pisał i do żony prawie codziennie, gdy często wyjeżdżali osobno. Ta relacja też została tu ładnie pokazana przez autorkę, podkreślającą, że Annę i Jarosława łączyła przede wszystkim przyjaźń, która była głównym spoiwem ich ponad pięćdziesiąt siedem lat trwającego małżeństwa.

W rozdziale "Pisarz uwikłany" Izdebska-Zybała pisze o postawie autora "Panien z Wilka" wobec powojennej władzy. To często bywa analizowane i wnioski zdają się być takie, że starał się on po prostu jakoś żyć w nowej socjalistycznej rzeczywistości. Stosował "strategię przetrwania", która pozwalała mu pomagać wielu osobom, młodym twórcom, reagować, gdy kogoś obejmowano np. zakazem druku. Wybierano go na prezesa Związku Literatów Polskich i tę funkcję pełnił przez dwadzieścia cztery lata. Mam wrażenie, że był dobrym i pomocnym człowiekiem, co często jest podkreślane.
W książce znalazły się też rozważania o "Noblu, którego nie było", o wspaniałej i heroicznej postawie Iwaszkiewiczów w czasie II wojny światowej.

Jest też znaleziony przez autorkę niepublikowany wiersz zapisany na okładce tomiku poetyckiego Andrzeja Partuma z 14 kwietnia 1965 roku. Pisarz i poeta wraca w nim do "kraju dzieciństwa", krótki utwór nie ma tytułu, a jego pierwsze słowa brzmią "smak agrestu w Kaliniku".

Przeczytałam ten zbiór esejów z przyjemnością i zaciekawieniem, choć w pewnym momencie zaczęły mi trochę przeszkadzać w odbiorze pojawiające się powtórzenia, powrót do treści już wcześniej poruszanych. Jest tego dużo zwłaszcza w rozdziale poświęconym Zagładzie.
Warto jednak sięgnąć po książkę, by zobaczyć Iwaszkiewicza w otoczeniu "przyjaciół i wrogów", poznać bliżej twórcę, o którym Eustachy Rylski powiedział: "Nikt tak przejmująco jak on nie potrafił pisać o przemijaniu".
Mam w planach bardzo obszerną dwutomową biografię Iwaszkiewicza napisaną przez Radosława Romaniuka.

Komentarze