Antonio Lobo Antunes - "Podręcznik dla inkwizytorów"

Zachwyciła mnie proza Antunesa. Najpierw przeczytałam "Karawele" obnażające mit kolonialnej Portugalii. W "Podręczniku dla inkwizytorów" pisarz patrzy na lata rządów Antonio Salazara. Bohaterem jest tu jego bliski doradca, minister, pan doktor, jak go tytułują ludzie wypowiadający się w powieści.
Ma ona właśnie konstrukcję opowieści poszczególnych osób z otoczenia ministra i nie tylko. To oni po latach odtwarzają zdarzenia, które doprowadziły do kontaktów z właścicielem dworu w Palmeli. Są wśród nich: żona, kochanka, syn, nieślubna córka, ochmistrzyni Titina, major policji i wielu innych.
Ich historie nie są uporządkowane czasowo, pisarz stawia na ich przeżycia wewnętrzne, ma się wrażenie, że wiele obrazów rodzi się w ich wyobraźni.

Właśnie ta specyficzna narracja, odejście od zasad gramatyki, częsty brak znaków interpunkcyjnych tworzą styl Antunesa. Dochodzą jeszcze liczne powtórzenia wyrazów i całych zdań. Powodują, że czytając, doznawałam niemal hipnotycznego transu i absolutnie nie przeszkadzało mi łamanie zasad gramatyki. Język jest tym, co mnie najbardziej uwodzi w tej prozie.

Opowiadania i komentarze, takie są tytuły kolejnych rozdziałów, to historie kierowane do kogoś, kto słucha, a potem je spisze. Terapeutka pracy z przytułku w Alverce mówi, "gdyby po skończeniu tej książki chciałby pan napisać powieść o adwokatach...", a podpułkownik w stanie spoczynku proponuje: "pan włoży magnetofon i papiery do torby, bo nie ma sensu odkopywać przeszłości".
Antunes jednak ją "odkopuje" ku przestrodze kolejnych pokoleń. Pokazuje mechanizmy władzy autokratycznej, gdy wystarczył jeden telefon i: "Niech mi pan zamknie tego barana majorze" lub: "Niech pan wypuści tego chłopaka majorze".
A przecież profesor Salazar wygląda tak niewinnie, że Mila, kochanka ministra, zauważa, "nie mogłam uwierzyć, że każe aresztować ludzi, że każe torturować, że wsadza ich na statki i wysyła do Afryki, żeby umierali po ukąszeniu węży".
Pamiętam, że bliżej postacią Salazara i okresem jego dyktatury w Portugalii zainteresowałam się przy okazji świetnej powieści "Nocny pociąg do Lizbony" i filmu nakręconego na jej podstawie z Jeremym Ironsem.

Teraz, dzięki Antunesowi, wiem więcej. Już w "Karawelach" poznałam trochę historię Portugalii reprezentowaną przez ciąg wielu postaci. Co ciekawe, karawele pojawiają się i w "Podręczniku dla inkwizytorów" za sprawą niepełnosprawnego Romeu, który je widzi, a matka próbuje te jego wizje leczyć. Zabiera go do lekarza i ten przepisuje mu "lekarstwo na karawele".
Główny bohater powieści, ważny minister, też ma wizje i jako niedołężny starzec wciąż ma nadzieję, że "może uratować tę nędzę", "uciszyć tygodniki, uciszyć lud..."

Antonio Lobo Antunes, jak dowiedziałam się z wywiadu z tłumaczem, Wojciechem Charchalisem, był psychiatrą, trafił na wojnę w Angolii, a po powrocie z niej, dalej pracując jako lekarz, zaczął pisać. Może to stąd jego specyficzny styl?
Cieszę się, że przede mną jeszcze jego "Chwała Portugalii" i "Zadupia", ale robię sobie małą przerwę.
Na razie włączam pieśń, która była sygnałem do rozpoczęcia rewolucji goździków, to "Grandola, Via Morena" Jose Alfonsa. Piękna, posłuchajcie, i czytajcie prozę Antunesa.

Komentarze