Antonio Lobo Antunes - "Zadupia"

Czwarta powieść Antunesa, którą przeczytałam, wprawiła mnie, podobnie jak wcześniejsze, w stan absolutnego zachwytu, i nie ma w tym wyznaniu egzaltacji.
To proza wymagająca dużego skupienia, stąd, mimo że to niewiele ponad dwieście stron, czytałam długo. Było mi też żal, że mogę za szybko skończyć, a chciałam czytać zwierzenia wojskowego lekarza jak najdłużej.

Bohater często zwraca się bezpośrednio do kobiety poznanej w barze w Lizbonie i odbywa przed nią swoistą spowiedź. Wiele tu zwrotów do bezimiennej nieznajomej: "wie pani, jak jest", szukania u niej akceptacji i zrozumienia: "rozumie pani", "A jak jest u pani?", "może uzna pani za idiotyczne to, co powiem".

Toczy się ten monolog "mężczyzny po przejściach", żołnierza-lekarza, który był na wojnie w Angoli, widział tam rzeczy straszne; rannych, zabitych, samobójców, którzy nie dawali sobie rady z ciężarem wojny. Wysłano ich na front, na bezsensowną walkę, bo tak zdecydowali politycy i reżim Salazara.
Nie ma żadnego poczucia dumy z obrony; no właśnie, w sumie czego?, kogo?, kraju, narodu? Nie ma tu uniesień patriotycznych. Wojna jest zawsze złem! Nie podoba mi się jej romantyzowanie, takie np. jak w naszych pieśniach i piosenkach; śpiewanie o "wojence", o tym, jak to "na niej ładnie, kiedy ułan z konia spadnie".

Antunes pisze dosadnie, często używając przekleństw, bo taki jest język żołnierzy. Jest tu smród, brud, szczury, amputowane kończyny, ból, cierpienie: "umieramy na malarię i od kul", "smród potu i niemytych ciał oszałamiał jak obrzydliwe wyziewy trupów".
"Widziałem nędzę i zło wojny"-bohater po latach wciąż ma przed oczyma straszne obrazy z Angoli. Nie można bowiem wrócić stamtąd i odciąć się od wspomnień. Wrócił i nie daje sobie rady, szuka zapomnienia w alkoholu, przygodnym seksie.
Nie może zatrzeć "dwudziestu siedmiu miesięcy rozpaczy i śmierci na zadupiach".

Czytałam te wyznania, tak sugestywne, że odnosiłam czasem wrażenie kierowania ich bezpośrednio do mnie. Napisane są bardzo pięknym, typowym dla Antunesa stylem, długim zdaniami, pełnymi wyszukanych metafor, z odniesieniami do portugalskich twórców , tu bardzo pomocne są przypisy, ale nie tylko. Jest tu Chopin, Goethe, Rembrandt, Malcolm Lowry i wielu innych.
Podziwiam kunszt tłumacza, Wojciecha Charchalisa, którego cenię też za posłowia do powieści Antunesa. Poznaję dzięki nim tło opisywanych historii.

Została mi już tylko jedna z przetłumaczonych na język polski powieści portugalskiego pisarza, "Nie wychodź tak szybko w tę ciemną noc". Mam jednak nadzieję na kolejne tłumaczenia książek Antonio Lobo Antunesa.

Komentarze