Kamil K. Pilichowicz - "Wokół Prania-Leśniczówki Gałczyńskiego. Rozmowy"



Nie byłam nigdy w leśniczówce Pranie, ale po przeczytaniu książki mam wrażenie bliskości tego miejsca. Rozmowy przeprowadzone z ludźmi związanymi z tym zakątkiem Mazur sprawiły, że oczyma wyobraźni ujrzałam porośnięty bluszczem budynek, Jezioro Nidzkie, rzeźbę zielonej gęsi czy pomnik K. I. Gałczyńskiego siedzącego boso na niskiej ławeczce, i całe to wspaniałe otoczenie. Oczywiście pomogły mi w tym zdjęcia zamieszczone w książce.

Nie byłoby Prania, gdyby nie ludzie tworzący to miejsce. Dwadzieścia sześć osób opowiada o swoich z nim związkach. Są wśród nich poeci, muzycy, profesorowie literatury i historii, pracownicy i dyrektorzy muzeów, ludzie kultury, aktorzy. Opowiadają o początkach tego miejsca, o swoim udziale w jego rozwoju, o występach na prańskiej scenie.

W rozmowach podkreślone zostało to, że muzeum zawdzięcza bardzo dużo Wojciechowi Kassowi, który kieruje nim już od 1997 roku. Sam jest też uznanym poetą i zaznacza, że Gałczyński jest jego "niebiańskim chlebodawcą".
Wyróżniam rozmowę z nim, jak i jego żoną Jagienką, która ma także swój wielki udział w funkcjonowaniu Prania.
Sympatię i uznanie dla tej pary widać w zamieszczonych w książce wpisach z Księgi Pamiątkowej.

Trudno tu wymienić wszystkie znane i mniej znane osoby dzielące się swoimi refleksjami, wspomnieniami i wrażeniami. Pozwolę sobie jednak na wyróżnienie rozmowy ze znaną mi poetką Joanną Chachułą i aktorem Łukaszem Borkowskim. Z inicjatywy p. Chachuły doszło niedawno do wystawienia w sieradzkiej bibliotece monodramu wg poematu Wojciecha Kassa pt. "Ba!" Grany pierwotnie na poddaszu leśniczówki Pranie zyskał teraz nową odsłonę w reżyserii Heleny Radzikowskiej. Miałam wielką przyjemność obejrzeć monodram, który "odsłania duszę poety". Łukasz Borkowski wspaniale wcielił się w rolę. Po spektaklu można było porozmawiać z twórcami.
Z książki Pilichowicza dowiedziałam się o bliskich związkach aktora z muzeum w Praniu.

Zatem, chwalę i polecam "Wokół Prania-Leśniczówki Gałczyńskiego", choć niestety jest coś, co trochę psuje odbiór tej lektury. Zawiodła korekta, pytanie, czy była; nie ma podanego nazwiska korektora/korektorki. Redakcją tomu zajął się sam autor-może tu tkwi błąd. Bardzo dużo jest tu literówek, nadużywana jest wielka litera, są błędy ortograficzne, litościwie nie będę ich wymieniać, ale naprawdę rażą mocno, brakuje przecinków w zdaniach złożonych.
Czasami ma się też wrażenie monotonii pytań, może powinny być bardziej urozmaicone i przemyślane. Dużo rozmów zaczyna się od pytania o początki związków z Praniem, o pierwsze wrażenia, potem jest prośba o podsumowanie. Wracają te same treści, np. sprawa zatopionego telefonu komórkowego Jerzego Satanowskiego.

Mimo tych niedociągnięć warto sięgnąć po książkę i poznać bliżej tę, jak pisze Wojciech Kass, "najbardziej znaną w Polsce leśniczówkę". Zacytuję jeszcze jego słowa ze szkicu "Topos i logos leśniczówki Pranie", który jest w epilogu książki. "Gałczyński napisał: Prawdziwa kultura jest przy świeczce. Oby jej płomienie nie zgasiły żywiołu wiatru, burz i deszczu, gdyż i one są rządcami prańskiego wzgórza".

Komentarze