Anna Dziewit-Meller, Justyna Sobolewska - "Stówka. Przeczytaj to jeszcze raz"
Anna Dziewit-Meller i Justyna Sobolewska postanowiły w okresie pandemii stworzyć swój własny, jak podkreślają, „absolutnie subiektywny wybór książek”. Podzieliły go na cztery części: dzieciństwo, szkoła, studia i dorosłość.
Przypomniały sobie i powróciły raz jeszcze do lektur, które budziły ich emocje, były czytane z dziećmi, wywoływały wspomnienia. Te ich rozważania, eseje, czy nawet można je nazwać po prostu recenzjami, mogą stać się inspiracją dla osób sięgających po „Stówkę”.
Młodszym pewnie bliższe będą wybory Anny Dziewit-Meller (rocznik 1981), starsi chyba lepiej się poczują wśród książek zaproponowanych przez Justynę Sobolewską (rocznik 1972). Mnie bliżej było do lektur autorki książki o Kornelu Filipowiczu, czytam też czasem jej recenzje zamieszczane w tygodniku „Polityka”. Znam jej „Książkę o czytaniu” i w sumie więcej książek z jej listy.
Doceniam oczywiście także polecenia autorki „Darcia pierza”. Pięknie napisała np. o wierszach Juliana Tuwima czy Wisławy Szymborskiej. Przyklasnęłam mocno wyborowi „Śmierci pięknych saren”, kryminałom Agaty Christie, chciałabym przeczytać polecaną przez nią „Ucztę Babette” Karen Blixen.
Bardzo zainteresował mnie esej poświęcony książce Joanny Brach-Czajny, której „Szczeliny istnienia” przeczytałam trzy lata temu, a Dziewit-Meller znała ją już w okresie studiów. Ta zawarta w niej filozofia codzienności została tu bardzo ładnie przedstawiona przez nią, napisała, że „był to dla niej łyk krystalicznie czystej wody po długim forsownym marszu”.
Obie autorki mają niewątpliwie dar polecania, przekazywania nam swoich wzruszeń związanych z lekturą ważnych dla nich książek. Justyna Sobolewska wspomina swego ojca czytającego na głos „Pamiętnik z powstania warszawskiego” Mirona Białoszewskiego. Zaznacza z kolei, że sama czytała z synami głośno ballady Adama Mickiewicza.
Długo by tu wymieniać ważne dla obu autorek książki; nie da się oczywiście, bo jest ich 100, a nawet dokładnie 101. Trzeba po prostu usiąść, zacząć czytać, wybrać sobie książki, które znamy i chcielibyśmy do nich wrócić i te, których jeszcze nie przeczytaliśmy, a autorki zachęciły nas do tego.
Warto przy okazji pamiętać, że „czytanie ma nad życiem znaczącą przewagę”, o czym pisze w końcowym rozdziale dotyczącym „Czarodziejskiej góry” Justyna Sobolewska. Przytacza też słowa Małgorzaty Łukasiewicz z książki „Jak być artystą”: „literatura to coś innego niż życie, którego nie da się, dobrnąwszy do końca, zacząć jeszcze raz”.
Skoro tak, to, jak radzi wspaniały węgierski pisarz Sandor Marai, trzeba: „Czytać w każdej chwili. Kiedy pomyślę o możliwościach i zaniedbaniach w lekturze, zszokowany konstatuję, jak krótkie jest życie”.
Obie autorki mają niewątpliwie dar polecania, przekazywania nam swoich wzruszeń związanych z lekturą ważnych dla nich książek. Justyna Sobolewska wspomina swego ojca czytającego na głos „Pamiętnik z powstania warszawskiego” Mirona Białoszewskiego. Zaznacza z kolei, że sama czytała z synami głośno ballady Adama Mickiewicza.
Długo by tu wymieniać ważne dla obu autorek książki; nie da się oczywiście, bo jest ich 100, a nawet dokładnie 101. Trzeba po prostu usiąść, zacząć czytać, wybrać sobie książki, które znamy i chcielibyśmy do nich wrócić i te, których jeszcze nie przeczytaliśmy, a autorki zachęciły nas do tego.
Warto przy okazji pamiętać, że „czytanie ma nad życiem znaczącą przewagę”, o czym pisze w końcowym rozdziale dotyczącym „Czarodziejskiej góry” Justyna Sobolewska. Przytacza też słowa Małgorzaty Łukasiewicz z książki „Jak być artystą”: „literatura to coś innego niż życie, którego nie da się, dobrnąwszy do końca, zacząć jeszcze raz”.
Skoro tak, to, jak radzi wspaniały węgierski pisarz Sandor Marai, trzeba: „Czytać w każdej chwili. Kiedy pomyślę o możliwościach i zaniedbaniach w lekturze, zszokowany konstatuję, jak krótkie jest życie”.
Komentarze
Prześlij komentarz