Katarzyna Bonda - "Dom bestii"
Poznając "dom bestii", przechodzimy stopniowo przez kilka domów: z papieru, rodzinny, tajemnic, prawdy, kłamstw, gier, boży, zagadek i zbrodni.To tytuły rozdziałów kryminału opartego na historii dusiciela z Woli. Autorka opisuje, jak z ofiary rodzi się potwór. Zdarzenia rozgrywają się w latach 1998-2010.
Poznajemy szesnastoletniego Norberta Marciniaka, ministranta i członka chóru kościelnego. Trudną sytuację domową chłopaka wykorzystuje najpierw ksiądz, a potem małżeństwo Sawiczów.
Tak to się zaczyna, śledzimy życie dość barwnej grupy znajomych Marleny i Juliana, szemrane interesy, oszustwa i przekręty.
Dużo się dzieje, w pewnym momencie poznajemy pracujących nad skomplikowaną sprawą zaginięć osób z kręgu Marlenki śledczych, komisarza Aleksandra Kellera i młodszej aspirantki Uli Bartkowskiej.
Akcja przyspiesza, widzimy determinację Kellera i jego partnerki. Czy ich wysiłki doprowadzą do skazania winnego?
Katarzyna Bonda pisze w posłowiu, że przeczytała ponad sto tomów dokumentów związanych ze sprawą, w powieści zamieściła dwustronicową opinię prof. Zbigniewa Lwa-Starowicza, w rzeczywistości liczyła ona sto stron.
Rozumiem, że autorka dysponowała ogromem materiału, musiała wybierać, skracać, zmieniać, bo to przecież nie jest reportaż. Mam jednak takie poczucie, że powieść jest nieco "przegadana". Podobnie miałam przy dwóch czytanych wcześniej książkach, "Pochłaniaczu" i "Florystce".
Z tych trzech znanych mi kryminałów Bondy "Dom bestii" wydaje mi się najciekawszy, może dlatego że to true crime.
Komentarze
Prześlij komentarz