Szczepan Twardoch - "Zimne wybrzeża"
Świetna zimowa, "zimna" okładka, w środku też bardzo mroźno i noc arktyczna, jesteśmy na Spitsbergenie. W 1957 roku uruchomiono tam całoroczną polską stację polarną.
Cataliną, latającą łodzią, przybywa dość tajemnicza postać, to człowiek z angielskim paszportem na nazwisko John William Smith. Tak naprawdę nazywa się inaczej, ale tego dowiemy się później. Wcześniej zaś zostaniemy poinformowani o jego szpiegowskiej działalności.
Akcja dzieje się w roku 1957, trwa zimna wojna, w Polsce do władzy doszedł Gomułka, umacnia się komunizm i "przyjaźń" z ZSRR. Główny bohater ma za sobą mroczną i tragiczną przeszłość, podobnie jak inni, poznawani stopniowo, mieszkańcy tej mroźnej wyspy.
Są tu nawiązania do okresu międzywojennego, II wojny światowej, pierwszych lat kształtowania się w Polsce nowego systemu politycznego.
W pięknej i niebezpiecznej scenerii rozgrywają się wydarzenia zapoczątkowane atakiem niedźwiedzia na jednego z polskich badaczy.
John Smith będzie próbował rozwiązać zagadkę tej nieoczywistej śmierci. Będzie miał też okazję poznać bardzo ciekawą, intrygującą historię z początku XVIII wieku o Ojcach Grzesznikach rodem ze starowiernej wsi pod Biełomorskiem.
Szczepan Twardoch napisał tę powieść w 2009 roku, wznowiono ją w 2025. Czytam kolejne ukazujące się książki pisarza, mam ich na koncie ponad dziesięć i wciąż trwa mój zachwyt dla jego prozy.
Zaczęło się chyba od "Morfiny"; dobrze, że wznawiane są wcześniejsze powieści, widać jak rozwija się talent twórcy "Dracha".
W "Zimnych wybrzeżach" podziwiałam znajomość przyrody czy ukształtowania terenu "krainy lodu". Twardoch zna je, bo pierwszą podróż na Spitsbergen odbył w 2006 roku.
Bardzo podobała mi się ta powieść, poczułam klimat tamtych stron, poznałam przy okazji nazwiska premiera i prezydenta naszego rządu na uchodźctwie w roku 1957 i wciąż żywą nadzieję na powrót Andersa "na białym koniu", różne postawy wobec komunizmu.
Warto zagłębić się w ten, jak się go określa, "szpiegowski thriller z elementami kryminału i dramatu psychologicznego".
Twardoch zaznacza, że "dołożył wszelkich starań, aby jak najwierniej oddać scenografię i realia polarniczego życia sprzed pół wieku". Uważam, że udało mu się to w pełni. Powieść bardzo polecam.
Komentarze
Prześlij komentarz